10 sztuczek nieuczciwych handlarzy

Zakup samochodu używanego bywa niezwykle stresujący. Nawet najdokładniejsze sprawdzenie samochodu może nie wystarczyć, gdy mamy do czynienia z nieuczciwym sprzedawcą. A cofanie liczników i odświeżanie wnętrza to tylko początek długiej listy sztuczek, na jaką decydują się nieuczciwi handlarze, by zatuszować wątpliwy stan używanego auta. Na co należy najbardziej zwracać uwagę?

 

Cofanie licznika

Tzw. „korekta licznika” czyli po prostu cofanie kilometrów, choć coraz trudniejsze, w dalszym ciągu jest powszechną praktyką. Wystarczy szybki rzut oka na internetowe aukcje, by dostrzec, że większość samochodów, bez względu na wiek, ma przebieg mniejszy niż psychologiczna granica 200 000 km. Podobno ulubioną, wręcz magiczną liczbą handlarzy jest 187 000 km. To właśnie do podobnego stanu cofany jest najczęściej przebieg.

 

Zaniżony przebieg możemy rozpoznać na pierwszy rzut oka po mocno zużytym wnętrzu, jednak doświadczony handlarz z pewnością zatuszuje takie dowody. Często możemy także zajrzeć do książki serwisowej, z której dowiemy się chociażby, że w ciągu pierwszych dwóch lat używany samochód pokonał 140 tys. km., zaś następnych trzech… 20 tys. km. Wszelkie rozbieżności powinny zapalić nam w głowie czerwoną lampkę.

 

Trudno także oczekiwać, by dziesięcioletnie kombi z silnikiem diesla posiadało niski przebieg. To samochody stworzone do częstej jazdy na długich dystansach i najczęściej w takiej roli są wykorzystywane. Przebiegi w granicy 30-50 tys. km. rocznie to dla nich chleb powszedni. Rzeczywiste „perełki”, czyli egzemplarze z faktycznymi niskim przebiegiem osiągają na rynku bardzo wysokie ceny.

 

Wymiana kierownicy, pedałów i gałki zmiany biegów

Tuszowanie zużycia samochodu sprzedawcy zaczynają od wnętrza. Wymieniana lub obszywana jest kierownica, bo to na niej najbardziej widać zużycie. Podobny los czeka nakładki pedałów i gałkę zmiany biegów używanego auta. Oprócz tego prana jest tapicerka i w ruch idzie popularny płyn nabłyszczający do kokpitu.

 

To jednak tylko początek. Wyeksploatowany i mocno cieknący silnik handlarz może „odświeżyć”, myjąc całą komorę silnika. To wyraźny sygnał, że z silnikiem jest coś nie tak. Inne sposoby na odmłodzenie auta to malowanie plastików lub nawet wymiana całego wnętrza. Choć zabiegi kosmetyczne nie są same w sobie niczym złym i mogą być przeprowadzone dla podwyższenia wartości używanego samochodu, bardzo często są stosowane, by zatuszować fatalny stan techniczny auta. Jeśli jednak mechanicznie nic mu nie dolega, odświeżone wnętrze jest niewątpliwie plusem.

 

Sposób „na drobnostkę”

Klima do nabicia, czujnik do wymiany, podzespół do wyregulowania – z tymi zapewnieniami spotkamy się podczas przeglądania ogłoszeń nie raz. Bagatelizowanie objawów i wskazywanie na „drobnostki” łatwe do wyeliminowania jest nagminne. Jak jest w rzeczywistości? Najczęściej okazuje się, że usterka jest znacznie poważniejsza i wymaga droższych napraw, które handlarzowi by się najzwyczajniej nie opłacały.

 

Ta zależność doskonale widoczna jest na przykładzie klimatyzacji. Zwrot „do nabicia” sugeruje, że klimatyzacja jest całkiem sprawna i wystarczy napełnić ją czynnikiem. Ale w rzeczywistości już sam fakt, że czynnik uciekł, mówi nam o tym, iż mamy do czynienia z poważniejszą awarią, a nabicie nie przyniesie żadnego skutku. W sprawnej klimatyzacji nie ma możliwości wydostania się całego czynnika i nawet po wielu latach powinna działać, choć nieco mniej efektywnie. Jeśli nie działa w ogóle, należy przygotować się na wysoki koszt.

 

Pozostawianie drobnych uszkodzeń

Ta psychologiczna zagrywka to klasyczne ocieplanie wizerunku. Handlarz przyznaje się do drobnej usterki, które rzekomo wpływają na zaskakująco niską cenę. Wspomina o małej rysce na zderzaku, przepalonej żarówce lub innej drobnostce. Ma to na celu pokazać nam jego szczerość i troskę. W wielu przypadkach jest jednak cyniczną próbą zatuszowania bardziej problematycznej usterki. Bo skoro sprzedawca opowiada nam o tak nieznaczących drobnostkach, to pewnie powiedziałby nam o poważniejszych awariach. Wystarczy kierować się taką logiką, by dać się nabrać.

 

Czasem spotkamy się także z pozostawionymi pułapkami. Sprzedawca poinformuje nas, że coś nie działa, ale nie wie jaka jest tego przyczyna. Tymczasem my odnajdujemy przerwany kabelek, cieszymy się, iż usterka będzie łatwa w naprawie i dokonujemy zakupu. Jak można się domyślić, kabelek został przerwany celowo, a jego wymiana nie przyniesie oczekiwanego skutku. Warto sprawdzić własne przypuszczenia na miejscu, przed podpisaniem umowy kupna.

 

Mostkowanie kontrolek

Kontrolki awarii ABS-u lub poduszek powietrznych z pewnością zniechęciłyby nas do zakupu samochodu. Nieuczciwy handlarz wie, że skasowanie błędów nic nie pomoże, bo po czasie kontrolki zaświecą się znowu. Naprawa zaś mogłaby być dla niego zbyt kosztowna. Jak rozwiązać tę sytuację? W sukurs przychodzi mu mostkowanie, czyli podłączenie niesfornych kontrolek do tych, które nie wykazują żadnych anomalii, np. kontrolki ciśnienia oleju. Po przekręceniu kluczyka wszystkie zgasną w tym samym momencie. Jak się przed tym obronić? Rozwiązaniem jest spojrzenie do instrukcji danego modelu samochodu. W ten sposób dowiemy się w jakiej kolejności powinny gasnąć kontrolki, czy powinny migać itd. Niestety, metoda ta nie sprawdzi się w przypadku, gdy handlarz założy emulator systemu, czyli sterownik udający, że dany system działa. Wówczas konieczna będzie szersza diagnostyka.

Dolewanie zagęszczaczy do oleju silnikowego

Pobór oleju w wysłużonych jednostkach napędowych samochodów używanych to zapowiedź wysokich kosztów. Wymiana pierścieni olejowych, szlifowanie cylindrów i inne prace przy remoncie silnika liczone są najczęściej w tysiącach złotych. Jedną z oznak poboru oleju jest gęsty jasny dym z rury wydechowej. W jaki sposób radzą sobie z nim nieuczciwi handlarze? Dolewając „doktora silnika”. Choć nazwa wskazuje, że preparat ma leczyć lub uszczelniać silnik, najczęściej działa jak lepik. Zagęszczając olej, zmniejsza jego spalanie oraz wycieki. Niestety pogarsza także parametry oleju i wpływa na przyspieszenie zużycia silnika. Prawidłowo działający silnik w używanym aucie oczywiście spala olej, jednak naprawdę znikome ilości. Spalanie powyżej 0,5 litra na 1000 km wskazuje na poważną usterkę motoru.

Przeciwności losu

Dobrą metodą na zatuszowanie niewygodnych faktów jest stworzenie takich warunków, by ocena samochodu używanego była jak najtrudniejsza. Możemy więc spotkać się z propozycją obejrzenia samochodu późnym wieczorem, gdyż handlarz „niestety nie może wcześniej”. Po zmroku znacznie łatwiej ukryć usterki, np. lakieru czy wycieki oleju. W innej sytuacji usłyszymy zaś, że silnik nie jest, zgodnie z naszym życzeniem, zimny, gdyż sprzedawca musiał wyjechać samochodem z placu. Jeśli spytamy, czy możemy podjechać do ASO na przegląd, usłyszymy odpowiedź odmową ze względu na brak czasu sprzedawcy. Chcesz sprawdzić działanie instalacji gazowej? Ups, akurat skończył się gaz. Przed nieuczciwym sprzedawcą stoi ogrom przeciwności losu.

 

Niedomówienia

Silnik inny niż w opisie? Rdza na nadkolu, która nie została wspomniana w ogłoszeniu? Instalacja gazowa nie wbita w dowód? Niedomówienia mogą zdarzyć się każdemu. Nieuczciwemu handlarzowi zdarzają się nagminnie. Powód jest prozaiczny. Klient, który przemierzy wiele kilometrów w celu zakupienia auta łatwiej przełknie złą nowinę podczas oględzin wymarzonego auta niż podczas rozmowy telefonicznej. Sprzedawcy celowo zostawiają wiele niedomówień w nadziei, że klient nie zwróci na nie uwagi. Jeśli zaś wytkniemy mu błędy, najpewniej usłyszymy, że ma wiele samochodów i po prostu się pomylił. Czy wierzyć w takie pomyłki? To pytanie należy pozostawić otwarte.

 

Sprzedaż „na Niemca”.

Sprzedaż „na Niemca” to proceder, który ma na celu ominięcie przez handlarza całej papierkowej roboty związanej z zakupem i rejestracją samochodu w Polsce. Polega na tym, iż klient dostaje umowę z podpisem poprzedniego właściciela, najczęściej obcokrajowca. Jak można się domyślić, nie ma go w fizycznie podczas podpisywania umowy, zaś handlarz niejako „pośredniczy” pomiędzy stronami.

 

I właśnie to rodzi problem. Tego typu umowa, gdzie handlarz nie jest żadną ze stron, uniemożliwia skuteczne egzekwowanie rękojmi lub dociekania praw w sądzie, na wypadek wad ukrytych używanego samochodu. Jeśli dane są sfałszowane, a samochód obarczony jest wadami prawnymi uniemożliwiającymi zarejestrowanie w kraju, pozostaje nam jedynie żmudna droga sądowa, która nie zawsze kończy się pomyślnym wynikiem. W najgorszym przypadku sprawa kończy się dla nas konfiskatą samochodu i wysoką karą, nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Zamiana części

Piękne alufelgi, nowiuteńkie opony, wysokiej jakości sprzęt grający – to wszystko robi wrażenie. Może jednak okazać się cwaną sztuczką ze strony sprzedawcy. Znane są przypadki, w którym nowe podzespoły wstawiane są do używanego samochodu tylko na czas oględzin lub nawet zrobienia zdjęć do ogłoszenia. Po zakupie nagle okazuje się, że dostajemy samochód ze starymi oponami, mniejszymi felgami rodem z Chin i zużytym akumulatorem. Ci najbardziej przedsiębiorczy handlarze wymieniają także bardziej wartościowe podzespoły silnika na te bardziej zużyte, choć wciąż sprawne. Dzięki tej sztuczce mogą zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych. My zaś będziemy musieli w najbliższym czasie te pieniądze wydać.

 

To tylko kilka ze sztuczek samochodowych oszustów, jednak ich wachlarz jest znacznie szerszy. Nie przed wszystkimi uda nam się ochronić, ale wykrywając kilka z nich, możemy domniemywać, że nieuczciwy sprzedawca zapewnił nam ich więcej. Co robić w takich sytuacjach? Najlepiej… nic. Cwany handlarz zawsze będzie na wygranej pozycji, a jak mówi znane powiedzenie, nie warto kopać się z koniem. Lepiej udać się do sprzedawcy, który potraktuje nas z szacunkiem i sprzeda samochód uczciwie.