Zwróć uwagę: ta strona wymaga wtyczki Flash i JavaScript żeby korzystać z jej wszystkich funkcji.
Prosimy, upewnij się że Twoja przeglądarka ma właczone wtyczki Flash i JavaScript. Żeby je pobrać, udaj się na stronę
current flash plugin version please click here.

SzukajSzukaj

Jak sprawdzić auto używane przed zakupem?

Kupno samochodu używanego potrafi być drogą przez mękę. Z czasem możemy dojść do wniosku, że ktoś chce nas oszukać na każdym kroku. Jak temu zapobiec? Jak wybrać auto używane, który będzie nam służyło przez lata?

Kupując nowy samochód, naszym jedynym zmartwieniem jest wybór modelu, który będzie nam odpowiadał. Być może będziemy zastanawiać się jak uzyskać kredyt lub leasing, ale nadal jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji.

Jeśli jednak decydujemy się na samochód używany, pojawiają się takie kwestie, jak przebieg czy stan techniczny - i czy są zgodne ze stanem rzeczywistym. W tym poradniku zwrócimy więc uwagę na to, jak wybrać odpowiednią ofertę i na co zwrócić uwagę, zanim ogłoszenia motoryzacyjne zaczną śnić nam się po nocach.

A więc, zaczynamy!

Zaczyna się niewinnie

Nasza zakupowa ścieżka zawsze zaczyna się od wyboru modelu. To kwestia indywidualna. Jeśli mielibyśmy pomóc w tym momencie, możemy doradzić, byście nie ograniczali się wyłącznie do jednego modelu, ale wybrali kilka, które was interesują. W ten sposób szanse na znalezienie odpowiedniej oferty rosną, co znacznie usprawni kupno samochodu używanego.

Na początku powinniśmy zadbać o właściwe nastawienie. Nie możemy zbytnio się ekscytować, bo przestaniemy myśleć racjonalnie. Zamiast tego, powinniśmy ostrożnie podchodzić do każdego ogłoszenia, aukcji czy oferty sprzedaży auta. W końcu sprzedawca chce przedstawić używany samochód w jak najlepszym świetle - my musimy patrzeć między wierszami.

Kontrola nad entuzjazmem to jedno, ale nie powinniśmy się też zbytnio spieszyć. Na auto używane wydajemy zazwyczaj sporą część zarobionych pieniędzy - nie chcemy ulokować ich w skarbonce bez dna. Często potrzebujemy dodatkowego czasu na rozeznanie, które banki oferują najkorzystniejszy kredyt lub leasing na samochód używany. Jeśli sprzedawca nas pospiesza i mówi stare, jak świat porzekadła typu: „Proszę się decydować, bo w drodze jest już pięć innych osób z gotówką w ręce”, możemy odpuścić. Rynek samochodów używanych jest bardzo duży, a portale aukcyjne z ogłoszeniami samochodowymi pękają w szwach. Nie ten, to inny. Kto mówi, że jakaś oferta się nie powtórzy - zwyczajnie chce wywrzeć na nas presję.

Wybieramy ofertę

Jesteśmy już odpowiednio nastawieni, głowa polana kubłem zimnej wody - zaczynamy szukać ogłoszeń. Po pierwsze - cena. Nie powinna być zbyt niska, ale też nie za wysoka. Porównujmy oferty na interesujące nas auta używane, a zyskamy pogląd na to, ile faktycznie powinien kosztować dany samochód.

Właściciele samochodów z polskich salonów, z pewną historią i potwierdzonym serwisowaniem w ASO dyktują warunki. Kupując samochód od takiego sprzedawcy, szczególnie jeśli jest to osoba prywatna, która sprzedaje swój samochód po latach użytkowania, mamy największe szanse na bezproblemowe użytkowanie.

Problem zaczyna się, kiedy używany samochód pochodzi zza granicy. Dobrą praktyką będzie sprawdzanie cen w zachodnich serwisach aukcyjnych. Niektóre z nich są nawet przetłumaczone na język polski. Patrzymy, ile kosztuje porównywalny model, przeliczamy na złotówki po aktualnym kursie, dodajemy do tego cenę podatku VAT i akcyzę. Wynik często nie będzie tak niski, jak ceny okazji z zachodu na polskich portalach ogłoszeniowych. Z samochodem często może być wszystko w porządku pod względem stanu technicznego, ale niektórzy sprzedawcy unikają opłat akcyzy czy VAT-u, co w późniejszym czasie może na nas sprowadzić widmo kontroli z Urzędu Skarbowego.

W celu potwierdzenia opłat, możemy poprosić sprzedawcę o podanie numeru VIN, jeśli ten nie podał go jeszcze w ogłoszeniu. Jeśli nie ma nic do ukrycia, udostępni nam go bez kręcenia nosem. Mając ten numer, możemy sprawdzić w systemie ZEFIR 2, czy akcyza została opłacona. Jeśli nie chcemy mieć później problemów, powinniśmy sprawdzić, czy opłacono ją po sprowadzeniu samochodu i w terminie 30 dni od daty sprowadzenia. Sprzedawca może nam też pokazać dowód zapłaty podatku VAT.

W tym miejscu warto też sprawdzić sprzedawcę, jeśli prowadzi działalność gospodarczą, w rejestrze KRS. Jeśli firma działa krócej, niż 3 miesiące, istnieje prawdopodobieństwo, że to tzw. firma-widmo, która pomaga mu unikać płacenia podatków.

Trochę o historii

Mamy już numer VIN, więc następnym krokiem jest sprawdzenie historii samochodu. To bardzo ważne. Pewne samochody są budowane tak, by zapewnić odpowiednią ochronę w jednym poważnym wypadku. Nie w dwóch, nie w trzech, nie w kilku - w jednym. Jeśli w ogłoszeniu sprzedawca oferuje używane auto bezwypadkowe w podejrzliwie niskiej cenie- włącz czujność. Może okazać się zwykłym oszustem.

Oczywiście, możemy kupić samochód powypadkowy, który doprowadzono do stanu używalności, ale robimy to na własną odpowiedzialność. Zatajanie takiego faktu przed klientem powinno być surowo karane - jeśli dojdzie do poważnego wypadku, taki sprzedawca powinien ponosić odpowiedzialność karną.

To jednak chcemy zweryfikować. Numer VIN możemy sprawdzić w ASO marki, które powinno dysponować bazą informacji o samochodzie używanym. Możemy też sprawdzić historię samochodu bez wychodzenia z domu, przez Internet - na przykład na autocentrum.pl/vin. Im mniej wpisów w bazie, tym lepiej. Jeśli jest ich zbyt dużo - mogą opisywać kolizję, w której samochód brał udział.

Uszkodzenia są różne, nie każde musi natychmiastowo dyskwalifikować ofertę. W dobie telefonów wyposażonych w aparaty, każdy mógł zrobić zdjęcie samochodu po wypadku. Nawet, jeśli samochód został naprawiony, warto wiedzieć, jak rozległe były uszkodzenia.

To wszystko nabiera większego znaczenia, jeśli kupujemy samochód sprowadzony zza granicy. W dużej grupie ryzyka są auta ze Stanów.

Jedziemy na oględziny

Sprawdziliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić sprzed ekranu komputera. Ogłoszenie wygląda na interesujące. Umawiamy się więc na oględziny.

Po przyjechaniu na miejsce, możemy poprosić o dowód rejestracyjny i sprawdzić, czy wszystkie dane są zgodne z tymi na naklejkach i tabliczkach na samochodzie. Być może ktoś podał w ogłoszeniu inny numer VIN - na to też należy zwrócić uwagę. Numer to jedno, ale w powypadkowych samochodach zdarza się „przebijanie” numerów nadwozia. Zobaczmy, czy w okolicach tabliczek z numerami nie ma podejrzanych spawów i innych oznak manipulacji. To już nie tylko kwestia kupna samochodu bezwypadkowego, ale ingerencja w numery może też oznaczać, że pojazd pochodzi z kradzieży. Jeśli istnieje na to choć mała szansa - od razu możemy powiedzieć sprzedawcy „do widzenia”.

Kolejna kwestia - przebieg. Jak sprawdzić, czy jest realny? Jak zweryfikować przebieg auta używanego? Możemy się sugerować stopniem zużycia wnętrza, ale nie zawsze będzie to właściwy trop - niektóre samochody mogły być wykończone materiałami gorszej jakości, które już po 100 czy 120 tys. km przebiegu wyglądają na mocno zużyte. Z drugiej strony, jeśli materiały wyglądają na zbyt nowe i mało zużyte - ponownie z przebiegiem może być coś nie tak.

Skoro jesteśmy już wewnątrz, sprawdźmy, czy wszystkie elementy wyposażenia działają. Wciskamy dosłownie przyciski i sprawdzamy efekty, sprawdzamy, czy z klimatyzacji nie wydzielają się brzydkie zapachy i czy odpowiednio działa na każdym poziomie nawiewu. Jeśli w samochodzie jest złącze USB, zobaczmy, czy nasz telefon zacznie się ładować, czy wszystkie elektryczne szyby opuszczają się w ten sam sposób. Każdy brak czy usterka w tym miejscu daje nam lepszą pozycję do późniejszych negocjacji.

To samo tyczy się bagażnika. Sprawdzamy całe wyposażenie, które samochód powinien mieć i pytamy o to, czego może brakować.

Wychodzimy na zewnątrz i dokładnie oglądamy nadwozie. Możemy na przykład spojrzeć na belki pod samochodem. Jeśli w miejscach, gdzie zazwyczaj montujemy podnośnik widać jakieś oznaki manipulacji, samochód może mieć powypadkową przeszłość. To bardzo solidne miejsce, więc jeśli konstrukcja była „prostowana”, rama do prostowania byłaby mocowana właśnie tutaj. Zwróćmy też uwagę na szerokość szczelin pomiędzy panelami nadwozia. Szerokość szczelin powinna być mniej więcej taka sama, w żadnym wypadku panele nie mogą się spotkać.

Następnie porównujemy odcienie elementów karoserii, szukamy nietypowych załamań światła, ewentualnie wyciągamy miernik lakieru i szukamy szpachli. Zwróćmy uwagę na ślady farby na uszczelkach i szybach, spójrzmy też na numery na szybach - niech chociaż na wszystkich będzie logo tej samej firmy.

Dalej przyjrzyjmy się amortyzatorom. Sposób ich sprawdzania jest powszechnie znany i całkiem trafny - próbujemy rozbujać samochód i patrzymy, czy przestanie się kołysać po 2-3 wychyleniach. Możemy też „docisnąć” samochód do ziemi w okolicy któregoś z kół - powinien szybko wrócić do stanu wyjściowego.

Skoro już patrzymy na koła, możemy też zwrócić uwagę na ogumienie. Jeśli deklarowany przebieg jest niski, powinien mieć jeszcze fabryczne opony. Możemy też sprawdzić, czy wszystkie opony są mniej więcej w tym samym stanie, równomiernie zużyte na całej powierzchni.

Teraz najważniejsze - serce samochodu. Po podniesieniu maski możemy od razu zwrócić się do właściciela i spytać, kiedy wymieniał olej, jaki wybrał i jak często musi go dolewać. Jeśli nie odpowiedział jasno, mógł nie dbać o silnik.

Pod maską poszukajmy jakichś wycieków oleju i innych płynów eksploatacyjnych. Odkręćmy też korek wlewu i zobaczmy, czy nie ma na nim białego osadu - to zwiastowałoby mityczne uszkodzenie uszczelki pod głowicę czy chociaż jazdę na krótkich dystansach. Czarny osad lub ślady czarnego, lepkiego oleju sugerują rzadkie wymiany oleju.

Poprośmy właściciela o odpalenie silnika. Najlepiej, jeśli silnik będzie zimny. Niech właściciel wykona parę przegazówek, a my zwróćmy uwagę na kolor dymu wydobywającego się z rury wydechowej. Nie chcemy widzieć szarego lub niebieskiego dymu - niebieski oznacza, że w spalinach znajduje się zawartość oleju. Diesel nie powinien też „kopcić” czarnym dymem.

Wszystko w porządku? Teraz umowa

Jeśli jesteśmy zdecydowani na zakup, to nie wszystko. Powinniśmy przyjrzeć się też umowie kupna-sprzedaży. Z dobrze skonstruowaną umową będziemy mogli ubiegać się o zwrot kosztów związanych z ukrytymi wadami. Im więcej danych w umowie, tym lepiej. Wpiszmy więc deklarowany przebieg, stwierdzone uszkodzenia, wykaz dokumentów auta używanego i akcesoriów dołączonych do samochodu - wszystko. Jeśli samochód ma kilku właścicieli, zadbajmy też o obecność ich danych na umowie. Nie zgadzajmy się też na zaniżanie wartości samochodu i przypilnujmy tego, by auto używane (jeśli zostało to zadeklarowane przez sprzedawcę samochodu) posiadało książkę serwisową. Taki komplet to gwarancja zadowolenia z zakupu auta z drugiej ręki. 

Prawie, jak mechanik

Wchłonięcie tej całej wiedzy może być skomplikowane - a to tylko wiedza „w pigułce”. Żeby mieć pewność, że kupujemy pewny samochód trzeba być trochę psychologiem, trochę mechanikiem i jeszcze trochę prawnikiem.

Jeśli czujemy się tym wszystkim przytłoczeni, możemy oddać sprawdzenie samochodu w ręce profesjonalistów. Na rynku znajdują się firmy, które się tym zajmują, ale w tej kwestii też musimy wybrać taką, której będziemy mogli zaufać. W tych firmach też pracują „tylko” ludzie, którzy mogą się pomylić.

Możemy mieć jednak spokojną głowę, jeśli zdecydujemy się na sprawdzonego dealera samochodów używanych - im większa firma, tym lepiej. Jedną z nich jest Das WeltAuto. Samochody, które do nich trafiają poddawane są 117 testom, usterki są naprawiane, a jeśli mimo wszystko będziemy niezadowoleni - przysługuje nam prawo wymiany auta na inne. Po dokonanym zakupie bezpieczeństwo zapewnia gwarancja na samochód używany- niezbędna, jeśli oprócz czterech kółek, chcesz dostać spokój w pakiecie.